Strona główna > Cywilizacja > To nie kraj, to raj
14.09.2009
To nie kraj, to raj

Judyta Sierakowska

Renifery, czapy lodowców i krystaliczne wodospady. To Eden? Nie, Norwegia

Choć Królestwo Norwegii jest niewiele większe od Polski, to odpołudniowego do północnego jego krańca jest niemal trzy tysiące kilometrów. Taką odległość najlepiej pokonać dobrym autem. Dominują górskie drogi, wąskie serpentyny (30–40 kilometrów na godzinę to maksymalna rozsądna prędkość), tunele. Poza tym trzeba robić przerwy na podziwianie widoków albo na przepuszczenie renifera, łosia lub owcy.

Na zwiedzanie Norwegii potrzeba co najmniej miesiąca. Przyda się też pełne konto – Norwegia to najdroższy kraj w Europie. Warto więc pomyśleć o zaopatrzeniu się jeszcze w Polsce w namiot, konserwy, przenośną kuchenkę lub lodówkę. Przydadzą się, zwłaszcza że przy drogach co kilkadziesiąt kilometrów znajdziemy „przystanie” ze stolikami, a nawet z łazienką i toaletą (nierzadko z ciepłą wodą i zawsze z papierem toaletowym).

Norwegowie są sympatyczni, otwarci i liberalni. Świadczy o tym chociażby to, że osiem lat temu Haakon – syn króla Norwegii Haralda V i następca tronu – ożenił się z byłą kelnerką, która miała czteroletniego syna z handlarzem narkotyków. W dodatku związki homoseksualne są tu legalne już od 1993 roku. Norwegowie są fajni, ale strasznie ich mało. Średnio na kilometr kwadratowy przypada 12 osób (w Polsce 118), a na północy kraju – zaledwie 2 osoby na kilometr. Tak niski poziom zaludnienia to zasługa wybitnie górzystego terenu i surowego północnego klimatu, który znacznie utrudnia osadnictwo. W efekcie cały kraj ma tylko 4,65 miliona mieszkańców i aż 2,3 miliona owiec oraz 200 tysięcy hodowlanych reniferów.

Słabe zaludnienie ma zalety: kraj jest czysty, a przyroda dziewicza. Atuty Norwegii doceniają jej mieszkańcy – prawie każda rodzina ma drewnianą chatę w górach, tak zwaną hytte. Niepisane allemannsretten (prawo do obozowania na dziko) daje podróżującym wiele możliwości. Zgodnie z nim każdy może swobodnie korzystać z dobrodziejstw natury: zbierać jagody, kąpać się w jeziorach, chodzić po górach czy rozbijać namiot w dowolnym miejscu.

Hytte można wynająć właściwie wszędzie. Kiedy podróżują trzy–cztery osoby, jest to opłacalne, zwłaszcza gdy pogoda płata figle. A robi to często, bo w Norwegii występują cztery pory roku jednocześnie: jednego dnia pada deszcz, pół godziny później praży słońce, a dwa dni później pada śnieg. Dlatego też – bez względu na to, czy do kraju Haralda V jedziemy w maju, lipcu, czy we wrześniu – trzeba wziąć i strój kąpielowy, i ciepłą kurtkę.

Inną norweską atrakcją są polarne noce i dni. W lecie przez dwa miesiące całkowita ciemność nie zapada zwłaszcza na dalekiej północy, w regionie Finnmark. Gdy z kolei przez kilka miesięcy trwają polarne noce, większość Norwegów wpada w depresję.

Innym zjawiskiem, na które czyhają turyści, jest zorza polarna ze swymi spektakularnymi zielononiebieskimi warkoczami. Najlepiej widoczna jest między listopadem a lutym, wyłącznie przy bezchmurnym niebie i bardzo niskich temperaturach.
1 2

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

2010.01.03 18:41

nuda przerywana niebotycznymi pieniedzmi za najprostrze rzeczy i uslugi

sporo przesady w tym bogactwie Norwiegi. W niecałe dwa miesiące zjechałem całą Skandynawię i najgorsza ifranstruktura była w północnej Norwegii od Nordkapp po Lofoty. Główna droga...

szkot

Wszystkie