Strona główna > Galerie > Multimedia > Gorillaz: Powrót z zaświatów
1.03.2010
Gorillaz: Powrót z zaświatów

Jarek Szubrycht, Plastikowa Wyspa

Najlepszy wirtualny zespół w historii muzyki powrócił! Reporter „Przekroju” udał się aż na Plastikową Wyspę, by od lidera Gorillaz uzyskać odpowiedź na pytanie: „Jak toto żyje”?

Powiększ zdjęcie

ilustracja: EMI
Wsiadłem do motorówki. Płynęliśmy wzdłuż malowniczego klifu, ale nie pozwolono mi długo napawać się widokami. Gdy port zniknął za horyzontem, ładna brunetka z działu promocji wytwórni EMI zawiązała mi na oczach czarną opaskę. – Murdoc ceni sobie prywatność – wyjaśniła, choć nie musiała. To cud, że lider Gorillaz zaprosił tu dziennikarza. W każdym pismaku z Ameryki upatruje agenta CIA, a z brytyjską prasą nie rozmawia, bo wysłannik magazynu „Q” nie odesłał mu wywiadu do autoryzacji. Murdoc Niccals wybrał mnie, bo nasz kraj kojarzy mu się z tanią pornografią i wypaśnymi jointami. Pewnie zrozumiał, że jestem „from Holland”. Nie wyprowadzałem go z błędu.

„Możesz zdjąć opaskę” – usłyszałem wreszcie. Gdy moje oczy na nowo przywykły do porannego światła, ujrzałem coś przerażającego. Wyrastający z fal zastygły grzyb atomowy. Podpłynęliśmy bliżej i odetchnąłem z ulgą. Plastikowa Wyspa. Na szczycie majaczyła zieleń palm, zza których błyskały śnieżnobiałe ściany kwatery Gorillaz. Imponujący budynek, coś pomiędzy rezydencją Hugh Hefnera a pałacem Saddama, zaprojektował Frank Gehry. – W Łodzi nie mogli się zdecydować, a Murdoc płacił gotówką. Co prawda brudną, ale lepsza taka niż żadna – dziewczyna z wytwórni jakby czytała w moich myślach. – Wysadzę cię i wracam. Niccals nie lubi ludzi z firm płytowych. Mówi, że jesteśmy czymś takim jak podatki albo bezpieczny seks. Złem koniecznym.

Pan i władca na krańcu świata
Na przystani czekała na mnie Noodle, gitarzystka Gorillaz. Ale przez ramię miała przewieszony nie instrument, lecz kałasznikowa. – Murdoc zaraz cię przyjmie – powiedziała, nie patrząc na mnie. Człapiąc za nią po krętych schodach, pytałem o jej tajemnicze zniknięcie przed czterema laty, nową płytę, plany koncertowe, w końcu o pogodę, ale wszystkie próby nawiązania kontaktu zbywała milczeniem. Raz tylko mruknęła coś w ojczystym języku, ale, niestety, nie znam japońskiego.

Murdoca zastałem na najwyższym tarasie z papierosem w dłoni i szklaneczką zielonkawego płynu w drugiej. Aloesowy ludwik albo absynt.

Lider Gorillaz miał na sobie tylko bokserki w trupie czaszki i rozczłapane sandały. A także odwrócony krzyżyk na zapadłej piersi, jak na satanistę przystało. Smoliste włosy w nieładzie, ciemne wory pod oczami, ziemista cera. Ale uścisk dłoni mocny. Choć nie wyglądał najlepiej, biła od niego pewność siebie charakterystyczna dla każdego marionetkowego przywódcy.

– Gorillaz to ja – powiedział, zanim zadałem jakiekolwiek pytanie. To prawda. Już wcześniej uchodził za lidera formacji, ale w 2006 roku rozpoczął operację, która przekształciła Gorillaz w projekt solowy. Zaczął od zbrodni. Na planie teledysku do utworu „El MaĖana” uśmiercił Noodle, po czym oświadczył, że zespół przestał istnieć. – Zeppelini, The Police, Faith No More… Nic tak dobrze się nie sprzedaje jak powrót z zaświatów. Rozwiązałem Gorillaz, byśmy mogli teraz powrócić w chwale.

Pływający śmietnik

Jestem przekonany, że basista Gorillaz nie od razu planował wielki comeback. Ale miliony zarobione na pierwszych albumach szybko się rozpłynęły – większość w piramidzie Madoffa („Myślałem, że koleś sprzedaje piramidy. Nigdy nie czytam tego, co piszą drobnym drukiem”), resztę utopił w Oceanie Indyjskim w transporcie broni dla piratów, który ponoć nie dotarł do celu. Wtedy postanowił, że nagra ostatni album z Gorillaz, znów zarobi fortunę i zainwestuje w coś legalnego i pewnego. Na przykład kupi sobie polski klub piłkarski…

– Spaliłem nasze studio Kong i za kasę z polisy kupiłem ten pływający śmietnik. No, nie gap się tak. Plastikowa Wyspa unosi się na wodach eksterytorialnych, aresztować nie mogą. A sam nigdzie się nie wybieram, dobrze mi tu.

Czytaj dalej >>>


1 2 3

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

2010.03.04 14:36

przesluchalem album pare razy i niestety nie moge znalezc w nim nic ciekawego. trohe nudny i przereklamowany nazwiskami z muzyka w tle.

felicjaczerwinska
2010.03.03 15:03

1. gdzie puenta? przebudzenie z narkotycznego snu w jaki popadł red. Szubrycht? what were you on?! 2. to jest tekst reklamowy, tak? dlaczego w takim razie zabrakło polskiego wcielenia Murdoca,...

Wszystkie

Zobacz koniecznie







 

„Przekrój” 30/2010 

okladka_mala_29.jpg W sprzedaży od wtorku, 27 lipca 2010 roku

• Stenka wołałaby być...
• Żuławski kocha...
• Prawdę o Tu-154 poznają....

Kliknij tutaj, aby zobaczyć spis treści