|
Alicja wciąż tu miesza
Jarek Szubrycht Pokochali ją autorzy fantastyki, reżyserzy horrorów, rockowi muzycy, dzieci kwiaty, a nawet okultyści. „Alicja w krainie czarów” nie przestaje inspirować, czego dowodem kolejna ekranizacja słynnej powieści Lewisa Carrolla, która właśnie trafia na nasze ekrany
Tim Burton to jest ktoś. kręci filmy, które podobają się publiczności i krytykom pospołu, współpracuje z najlepszymi i za coraz większe pieniądze. Sam potrafi wymyślać niezłe historie, ma też do dyspozycji tuzin czołowych hollywoodzkich scenarzystów, swoje pomysły podsyła mu też na pewno legion zwariowanych fanów. A jednak Burton, zamiast zaskoczyć nas czymś nowym, jeszcze nieopowiedzianym, sięgnął po „Alicję w krainie czarów” (i jej kontynuację, czyli „Alicję po drugiej stronie lustra”, za jednym zamachem). I nawet jeśli wywrócił ją do góry nogami, nie wyczerpał tematu, tak jak nie udało się to setkom jego poprzedników. Bo „Alicja…” to jedno z najbardziej wpływowych, najczęściej cytowanych i reinterpretowanych dzieł literackich w historii obok eposów Homera i dramatów Williama Szekspira. Różnica polega na tym, że „Odysei” i „Hamleta” nikt nie odsyła na niską półkę z bajkami dla dzieci.
Okiem kota Nie obejdzie się bez wyliczanki. Oczywiście, nie zamierzam wymienić wszystkich dzieł literackich, muzycznych, filmowych, plastycznych i Bóg raczy wiedzieć jakich jeszcze, które zaciągnęły dług u Lewisa Carrolla*. Nie o wszystkich warto wspominać, ale też jest to po prostu niemożliwe – nagromadziły się ich przez ostatnie 150 lat tysiące. Autor „Alicji w krainie czarów” sam zdążył zebrać niemałą kolekcję apokryficznych wersji przygód swojej podopiecznej. Nie mógł jednak spodziewać się szaleństwa, które rozpętało się w XX wieku i trwa do dzisiaj. Najpierw literatura. Na tych, którym mało oryginalnych opowieści Carrolla, czeka niezliczona liczba dalszych ciągów (na przykład „Alicja w uchu igielnym” Gilberta Adaira). Zdarzają się też przygody Alicji opowiedziane od nowa, na przykład z perspektywy Kota – to już zabawne „Złote popołudnie” Andrzeja Sapkowskiego. Nietrudno zgadnąć jednak, że kraina czarów najbardziej kusi autorów powieści fantastycznych, by wymienić serię „Inny świat” autorstwa Tada Williamsa, trylogię „The Looking Glass Wars” Franka Beddora czy cyberpunkowe powieści Jeffa Noona z „Automatyczną Alicją” na czele. Bezbronne dziecko kusi też twórców horrorów – po drugiej stronie „Zwierciadła piekieł” Grahama Mastertona znajduje się… no właśnie. Wiele baśni bezwstydnie wykorzystuje pomysły Carrolla i sprzedaje jak swoje – znajdziecie je w „Czarnoksiężniku z krainy Oz”, „Piotrusiu Panie”, „Opowieściach z Narnii”, „Niekończącej się historii”… Że to literatura drugiej kategorii? Co w takim razie powiecie na „Finnegans Wake” Joyce’a, „Miłość w czasach zarazy” Márqueza (warto by też wziąć pod lupę innych gigantów realizmu magicznego) czy dramaty Samuela Becketta (refleksja nad tożsamością, upodobanie do absurdalnych lingwistycznych sztuczek czy motyw gry w szachy to tylko kilka punktów stycznych)? Idź za Białym Króliczkiem Nie mniej niż literatów – zagubiona we własnym śnie Alicja inspiruje filmowców. Bezpośrednie adaptacje pominę jako zbyt oczywiste, choć niektóre z nich – choćby pornograficzny musical z 1976 roku – zasługują na osobną dysertację. Warto natomiast wspomnieć o „Co?” Romana Polańskiego (1972 rok, kraina czarów przybiera realne kształty hoteliku we włoskim kurorcie, a przygody głównej bohaterki Nancy mają erotyczny charakter) czy – z patriotycznego obowiązku – musicalu „Alicja” z 1982 roku, wspólnym dziele Jacka Bromskiego i Jerzego Gruzy. Najważniejsze filmowe dzieci Alicji to jednak „Labirynt” Jima Hensona (1986, ten z Davidem Bowiem), „Oczy szeroko zamknięte” (1999) Stanleya Kubricka (uważny widz spostrzeże, że tu również jest Alicja i motyw przejścia z jednego świata do drugiego zaznaczony lustrem na pół ekranu) i arcysmutny „Labirynt fauna” (2006) Guillerma del Toro, z którego wynika, że lepiej zostać w nielogicznej krainie czarów niż w świecie dorosłych, gdzie rządzi krwawa logika wojny. Oczywiście jest jeszcze „Matrix” (1999) braci Wachowskich – i nie tyle tatuaż z Białym Królikiem jest tu istotny, ile koncepcja świata, który tylko śnimy. Liczne odwołania do obu „Alicji” znaleźć można również w „Zagubionych” oraz ojcu wszystkich seriali telewizyjnych, w których rzeczywistość swobodnie przeplata się z… inną rzeczywistością, czyli „Miasteczku Twin Peaks” (1990) Davida Lyncha. Z tą podstawową różnicą, że jego Alicja, czyli Laura Palmer, wraca z drugiej strony lustra martwa. Animowanych adaptacji utworów Lewisa Carrolla znajdziecie co niemiara – od „Donalda w krainie Matemagii” z 1959 roku, przez całe stosy mniej lub bardziej szalonych japońskich kreskówek, aż po odcinki „Garfielda” (do krainy czarów trafia prosiak Orson) i „Simpsonów”. W nieletniej bohaterce Carrolla zakochali się też po uszy twórcy komiksów i mangi. Biednemu Batmanowi rzucają kłody pod nogi tacy superłotrzykowie jak pedofil hipnotyzer (sic!) Szalony Kapelusznik, a w komiksie „Zagubione dziewczęta” wspólne erotyczne przygody przeżywają Alicja, Dorotka (ta z krainy Oz) i Wendy (koleżanka Piotrusia Pana). Jeśli ktoś bardzo potrzebuje, może też śledzić zapierające dech w piersi perypetie „Lateksowej Alicji”. Wypij mnie, słuchaj mnie Muzycy pokochali Alicję za jej abstrakcyjny, oswobodzony z więzów fizyczności i realizmu charakter i zarazem matematyczną precyzję, doskonałą wewnętrzną spójność, bo z równowagi tych dwóch sprzeczności wyrasta przecież muzyka. Inspirowanych książką oper, operetek, baletów i instrumentalnych utworów od muzyki poważnej (Gustav Holst, Paweł Szymański) po jazz (Chick Corea na przykład dał płycie tytuł „Szalony Kapelusznik”) – jest mnóstwo. Nie wszyscy zadowolili się jednym utworem. Amerykański neoromantyk David Del Tredici poświęcił Alicji pół życia i kilkanaście kompozycji – od miniatur po symfonię. W muzyce popularnej Alicje rozmnażają się jak (białe) króliki. Najsłynniejszą chyba piosenką odwołującą się do książki, a za jej pośrednictwem do narkotykowych halucynacji, jest rockowy klasyk „White Rabbit” formacji Jefferson Airplane. Można się bez końca spierać, czy „Lucy in the Sky with Diamonds” i „I Am the Walrus” przyszły do nas z krainy czarów, ale nie sposób kwestionować faktu, że wśród postaci z okładki „Sierżanta Pieprza” Beatlesów czai się Lewis Carroll. wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁu2010.03.16 23:40
To pewnie i szamanizm juz od wiekow czerpie z Alicji? skala ocen "Przekroju"
|
|