F. Scott po liftingu

Marcin Sendecki

„Czuła jest noc” w nowym przekładzie

4.gif F. Scott Fitzgerald „Czuła jest noc”,przeł. Wojsław Brydak, Rebis, s. 384, 39,90 zł

Tak to już jest jakimś trafem,że się Scotta Fitzgeralda albo uwielbia, albo lekceważy. Jedni mają „Wielkiego Gatsby’ego” (oraz niektóre opowiadania) za rzecz wielką, najpierw inicjacyjną, potem nieodmiennie wzruszającą. Inni chętnie się krzywią, że autor płochy, manieryczny, sentymentalny. Może i atrakcyjny dla młodzieży, ale zasadniczo nie dość głęboki i w ogólności niepoważny.

Jestem z tych pierwszych i bardzo się cieszę, że dzięki nowemu przekładowi FSF może zyskać trochę nowych czytelników.

Dlaczego Wojsław Brydak wziął na warsztat akurat „Czuła jest noc”? Ba, nie jestem pewien – istniejące tłumaczenie Marii Skroczyńskiej i Zofii Zinserling nie odbiega chyba poziomem od innych przekładów Fitzgeralda. Zresztą (takie mam wrażenie, dla porównania zajrzałem tylko w parę miejsc) wersja Brydaka to raczej ogólne odświeżenie i lifting niż zmiana rewolucyjna. W dodatku ta właśnie powieść szczęścia autorowi nie przyniosła. Po gigantycznym sukcesie „Gatsby’ego” (1925) Scott latami zmagał się ze sławą, obłędem swojej żony Zeldy i mocnymi trunkami, ale kolejnej powieści napisać nie potrafił. Kiedy w końcu wydusił z siebie „Czuła jest noc”, był rok 1934 i Wielki Kryzys. Nikogo nie obchodziły wzloty i upadki (z przewagą tych drugich) niebiednych Amerykanów błąkających się po Europie w latach 20.
Szkoda, bo to przecież ładna, po części autobiograficzna książka o „pięknych przegranych”. Kiedy ją czytałem, przypomniał mi się list Scotta do Hemingwaya. Listopad, rok 1925, obaj bawią w Paryżu. Fitzgerald strasznie przeprasza za przedwczorajsze naprzykrzanie się (z pewnością był pod dobrą datą) koledze i jego żonie i prosi, by uznać, że ten żałosny facet, który w sobotni poranek władował się do ich mieszkania, to nie był on, tylko niejaki Johnston, łudząco do Fitzgeralda podobny.

Wzruszające.

Niech spoczywa w pokoju.   

Marcin Sendecki
„Przekrój” 08/2010