|
Importuj kulturę!
Mariusz Herma Do niedawna na zaporowe ceny albumów CD i DVD w Polsce mogliśmy tylko narzekać. Dzisiaj kulturalne zakupy bardziej opłaca się robić nie w złotówkach, ale płacąc dolarami za Atlantykiem. Wystarczy kilka kliknięć
Z całego serca popieram patriotyzm ekonomiczny. W marketach poluję na kody kreskowe rozpoczynające się od 590. Jednak pokusa zaopatrywania się w muzykę za pół ceny okazuje się zbyt silna. I nie chodzi tu bynajmniej o uzupełnianie płytoteki poprzez szemrany import ze Wschodu. Wszyscy ci, dla których wydatki na muzykę stanowią sporą część comiesięcznego budżetu, powinni rozważyć sięgnięcie po płyty jeszcze dalej – za Atlantyk.
Amazonem taniej Jeden z największych hitów tego roku, album „Viva la Vida” Coldplay, w internetowym sklepie Merlin w pierwszych tygodniach po premierze kosztował 67,5 złotego (obecnie cena ta wynosi 58,5 złotego). W salonie Empiku w centrum Warszawy trzeba było za niego zapłacić aż 72,99 złotego. Dla porównania, w amerykańskiej księgarni internetowej Amazon.com albo sklepie iSound.com można go dostać za 9,99 dolara, czyli 24–29 złotych w zależności od stopnia nasilenia paniki spowodowanej kryzysem finansowym. W serwisie aukcyjnym eBay nowe, zafoliowane egzemplarze sprzedaje się nawet za połowę tej kwoty. W wypadku muzyki niszowej, okazjonalnych boksów oraz luksusowych wydań kolekcjonerskich różnice cen pomiędzy katalogami polskich i amerykańskich detalistów sięgają kilkuset procent. Na absurd zakrawa fakt, że podobna przepaść cenowa dotyczy wielu płyt polskich wykonawców. Fani metalu powinni sprowadzić z USA wydawnictwa DVD Vadera czy Behemotha. Za album „January” tria Marcina Wasilewskiego, największy ostatnio polski hit w USA, w kraju zapłacimy ponad 60 złotych – dwukrotnie więcej niż w Amazon.com. – My zamawiamy tę płytę z Niemiec, podczas gdy Amerykanie prawdopodobnie produkują ją u siebie – wyjaśnia Piotr Rzeczycki zajmujący się muzyką klasyczną i jazzem w wydawnictwie Universal Music Polska. Odpowiedzialnością za muzyczną drożyznę obarcza on VAT oraz marżę sklepową. Jednak cena płyty Wasilewskiego, jaką Universal oferuje detalistom, już przed doliczeniem podatku i marży wynosi 45 złotych, o połowę więcej, niż zwykły klient zapłaci w Amazonie. Połączenie tych dysproporcji cenowych z postępującą globalizacją rodzi skutki, które doskonale rozumieją zarówno przedstawiciele wielkich wytwórni, jak i rodzimych sklepów internetowych. Kiedy ci pierwsi czekają, co się wydarzy, zrzucając winę na politykę korporacyjną centrali, drudzy już teraz zaczynają liczyć straty. – Możliwość robienia zakupów za granicą szczególnie mocno uderza niestety w handel internetowy – przyznaje Agata Czarnowska z Merlin.pl. – Łatwo jest się przestawić z zakupów w Merlinie na zakupy w Amazonie – tłumaczy. Tym bardziej że Polaków przestały już odstraszać koszty dostawy- z USA. Amerykański Amazon pojedynczą płytę wysyła do Polski za kilka dolarów, czyli niewiele więcej, niż liczy sobie większość krajowych sklepów internetowych. Sprowadzenie czterech płyt z CdConnection.com potrwa tylko kilka dni i będzie kosztować 20 złotych, a nawet mniej, jeśli poprosimy o wysłanie poligrafii i nośnika bez pudełka. Oznacza to, że do ceny krążka trzeba doliczyć- zaledwie 5 złotych. Nic dziwnego, że melomani dawno wyzbyli się wątpliwości co do rachunku opłacalności. Naród importerów Z praktyki funkcjonariuszy Służby Celnej wynika, że obroty pocztowe z zagranicą rosną w błyskawicznym tempie. – W ciągu roku odnotowaliśmy 50-procentowy wzrost liczby przesyłek obejmowanych procedurami celnymi – mówi Witold Lisicki, rzecznik Służby Celnej. – W okresie styczeń–czerwiec 2007 roku było to 12 tysięcy przesyłek, a w pierwszej połowie tego roku już 18 tysięcy – podkreśla. wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁuBrak opinii.skala ocen "Przekroju"
|
|