|
Mili młodzi ludzie
Jarek Szubrycht „Co to jest za muzyka w ogóle?” – pyta w jednym z utworów Wojciech Bąkowski,wokalista duetu Niwea. Odpowiadam: dobra muzyka. No! Przeczytaj także: Się nie bój, no… – zachęca Bąkowski w innym miejscu. Nie wierzcie mu. „…01” to płyta, która wystraszy was nie na żarty. Może też pogłębić depresję, pozbawić snu, skierować myśli na nieodpowiednie tory. Może wam przypomnieć o miejscach, których nie chcecie znać, nawet jeśli w nich mieszkacie. O ludziach, których wolicie nie zauważać, nawet jeśli codziennie mijacie ich na klatce schodowej. Zachwycam się więc, ale nie polecam. „…01” to płyta o lękach, natręctwach i obsesjach. O młodych, którzy nie mają nadziei, i o starych, którzy nienawidzą młodych za to, że ich nadzieje zawiedli. To ta sama prawda o życiu, która tak nas pociągała i przerażała zarazem w debiucie Kalibra 44 (chociaż katowickim raperom zdarzały się chwile wręcz beztroskie) czy w filmie „Takiego pięknego syna urodziłam” Marcina Koszałki (choć mam nadzieję, że debiut Niwei to nie dokument, lecz artystyczna kreacja). Teksty Wojciecha Bąkowskiego porażają – ma doskonałe wyczucie kolokwializmów, a zarazem wrażliwość i wyobraźnię poety („Miły młody człowiek tu był u ciebie, no/Zdjęcia widział twoje, mu mówiłam/Jak ten, co się bałaś pralek/Pamiętasz? Prali boję/Się śmiał. Prali boję”). Wokalistą jest żadnym, bo ani to śpiew, ani rap, za to niezłym aktorem – chowa się za dziwacznym akcentem, a wszędobylska partykuła „no” potęguje wrażenie, że słuchamy naturszczyka, że to nie piosenki, ale spowiedź („To jest jakby w formie modlitwy/Że mówię i proszę o różne te, no”). Owszem, jego maniera wokalna może irytować, ale to dotyczy właściwie całej płyty. Trudno o obojętność wobec debiutu Niwei – albo wpadniecie w to po uszy, albo natychmiast wyplujecie z obrzydzeniem. Niwea to muzyka miejska. Coś jak Burial, ale nie z Londynu, tylko z Wałbrzycha, Łodzi, Katowic, Rzeszowa. Ojczyzną Buriala są korytarze metra, postindustrialne hale przerobione na nielegalne kluby techno, światła wielkiego miasta, natomiast w mieście Niwei „świeci tylko Tesco”. Całą resztę: bloki, przystanki, śmietniki, parkingi, ulice, przejścia podziemne, urzędy, spowija gęsty, śmierdzący, tłusty mrok. Burial klei swoje kompozycje ze strzępów dobrej muzyki sączącej się z najmodniejszych klubów. Ktoś jego twórczość nazwał trafnie kacem po ravie. Tymczasem Niwea to kac po kiepskim rapie, w którym zagubieni młodzieńcy struganiem gangstera zagłuszali rozpacz i strach. Kac po „Maj-teczkach w kropeczki”, niezatapialnych przebojach Kombi i ścieżkach dźwiękowych do reklam podpasek. Niwea to Wojciech Bąkowski i Dawid Szczęsny, artyści młodzi, ale utytułowani. Ten pierwszy zajmuje się także animacją i grafiką, zdobywa nagrody, pokazuje swoje prace w Polsce, we Francji, w Stanach Zjednoczonych… Ten drugi jest producentem eksperymentatorem, którego płyty wydają niezależne wytwórnie z całego świata. Na pewno mają już sporo innych planów, razem i osobno. Życzę im, żeby się nie spełniły. Chcę, żeby Niwea trwała. Jarek Szubrycht „Przekrój” 08/2010 wpisz swój komentarzskala ocen "Przekroju"
|
|