Strona główna > Ludzie > Rozmowy Przekroju > Jarzyna: Nie mógłbym już zrobić „Hamleta”
21.02.2010
Jarzyna: Nie mógłbym już zrobić „Hamleta”

rozmawia Katarzyna Janowska

Powiększ zdjęcie

Ilustracja Łukasz Poślad/studioilustracji.com na podstawie zdjęcia Jacka Domińskiego/Reporter

Zrobiłeś w ubiegłym sezonie „T.E.O.R.E.M.A.T.” – spektakl według scenariusza Pasoliniego, bezkompromisowego artysty, który życiem potwierdzał swoje artystyczne gesty. Chciałbyś iść w jego ślady? Czy dziś taka postawa jeszcze ma sens?
– Przez rok wchodziłem w świat Pasoliniego. Czytałem wszystko, co napisał, oglądałem jego filmy. To, co było niezwykłe u niego, Witkacego czy u greckich filozofów, to fakt, że tworzyli pewien system. Była w tym ciągłość myślenia.
W tym, co robili Pasolini czy Witkacy, nie ma ściemniania, nie ma kół ratunkowych. Mówiłem ci, że prowadzenie teatru jest dla mnie pewnego rodzaju polisą ubezpieczeniową na gorsze czasy. Pasolini takich zabezpieczeń nie miał. Powtórzenie jego drogi dziś pewnie byłoby trudne. On i artyści jego pokolenia odreagowywali w sztuce czasy wojny, faszyzmu. Być może stamtąd brał się ich radykalizm.
Urodziłem się w 1968 roku. Wtedy też powstał film Pasoliniego „Teoremat”, w którym odbija się czas rewolucji końca lat 60. Od dziecka mam poczucie rozszerzania się granic wolności w świecie, w którym przyszło mi żyć. Cieszę się, że nie urodziłem się na Zachodzie, o czym wszyscy – jak wiemy ze sztuki Doroty Masłowskiej – w pewnym momencie marzyliśmy. Tam wszystko od lat jest dane, a co za tym idzie – panuje rodzaj bezpiecznej stagnacji. U nas przeciwnie. Rzeczywistość to nieustanne work in progress.

Czujesz się artystą zaangażowanym? Wychodziłeś z TR w miasto, w twoim teatrze odbywały się dyskusje prowadzone przez szefa „Krytyki Politycznej” Sławomira Sierakowskiego. Jan Klata pokazał u ciebie „Szewców” Witkacego, przedstawienie z bardzo wyraźnymi akcentami politycznymi.
– Moje sztuki rodziły się z poczucia niewygody, z chęci opisania jakiegoś zjawiska. Tak było z „Niezidentyfikowanymi szczątkami ludzkimi” Frasera, nie najlepszym tekstem, którego nie lubiłem, bo był odległy od tego, co myślałem, ale jednocześnie zmuszał do refleksji, do zauważenia problemu, który był nienazwany.
Co prawda film Pasoliniego powstał  w 1968 roku, ale moim zdaniem dziś dobrze przylega do polskiej rzeczywistości. Mówi o tym, że wszyscy tkwimy po uszy w konsumpcji, we wszechwładnym systemie, od którego jesteśmy uzależnieni. Jedyna według Pasoliniego droga ucieczki to powrót do myślenia sakralnego, do czasów, kiedy jeszcze bogów nie wygnaliśmy z naszego życia i świata. To nie jest odkrywcza myśl, ale warto się z nią zmierzyć. Sam mam poczucie, że doszedłem w swoim życiu do granicznego momentu. Teraz już wiem, w którą stronę patrzeć, z kim rozmawiać, co przeczytać, jakie ruchy wykonać, żeby osiągnąć cel. Wcześniej to wszystko było, ale niepoukładane, chaotyczne.

To się nazywa dojrzałość. Śmiejesz się, ale jak to inaczej określić? Album nosi tytuł „Jarzyna: Teatr”. Twoje życie to tylko teatr?

– Nie chciałbym, żeby tak było, ale ostatnich kilkanaście lat po brzegi wypełnił mi teatr. Każda osoba, która miała ze mną coś wspólnego prywatnie, musiała być jakoś z teatrem związana. Mam klapki na oczach, widzę tylko teatr, nawet jak chcę zobaczyć coś innego, to teatr gdzieś i tak się pojawia.

Mężczyzna po czterdziestce mógłby już być ojcem. Nie brakuje ci tego?
– Chyba do tej pory nie byłem na tyle dojrzały, by podejmować tak poważne decyzje życiowe. Teraz zaczynam na to patrzeć inaczej. Czterdziestka była w moim życiu ważnym progiem. Mówi się, że 33 lata to wiek, który mężczyzna jakoś szczególnie przeżywa – chrystusowe lata. Dla mnie ten moment był znaczący, ale z innego powodu. Wtedy, w dniu moich urodzin, zmarł mój ojciec. To mnie całkowicie wybiło z wcześniejszego rytmu. Ojciec był osobą, do której zawsze mogłem się odwołać, by usprawiedliwić swoje błędy, znaleźć wymówkę dla niepowodzeń. Wystarczyło powiedzieć: „Ojciec tak chciał. To jego wina”.
Z czasem uświadomiłem sobie nie tylko to, jak wiele mam z ojca, ale też, że nie ma wyraźnego podziału na mnie i na niego. Jest jakaś ciągłość, smuga, która trwa dalej.

Przygotowujesz dla teatru w Essen opowieść o Odyseuszu. Twój spektakl otworzy duży teatralny projekt. Kim będzie twój Odys?

– Na pewno nie będzie bohaterem powracającym z wojny w glorii i chwale. Jest przegranym człowiekiem, który po latach tułaczki wraca do domu z utopijnymi wyobrażeniami bogów i świata, którego już nie ma. W swoim przedstawieniu nawiązuję do sztuki Wyspiańskiego „Powrót Odysa”, która wydaje mi się aktualna. W rodzinne strony powraca człowiek obciążony winą, a wina ta ma swoje korzenie w jego nierozliczonych relacjach z ojcem. Wyspiański nazywa to klątwą, w mitologii greckiej mówimy o fatum, które ciąży i z którym bohater nie ma siły się skonfrontować. Ucieczka od fatum pociąga za sobą tragiczne konsekwencje, bo przechodzi ono z ojca na syna. Odys jest jednocześnie synem Laertesa i ojcem Telemacha, którego nie widział 20 lat. Musi poznać swojego syna w ciągu kilku dni. Te spotkania są dla mnie nie do wyobrażenia.

A ty czujesz się wolny? Czy może masz poczucie, że jakaś siła kieruje twoim życiem?
– Mam przekonanie, że fatum wisi nad życiem każdego człowieka, ale jednocześnie towarzyszy mi chrześcijańskie przekonanie, że możemy zmieniać nasze przeznaczenie, że powinniśmy rozmawiać z losem. Przemawia do mnie biblijna przypowieść o talentach. Każdy z nas został w nie wyposażony. Pytanie, co z nimi zrobimy?   

rozmawiała Katarzyna Janowska
„Przekrój” 06/2010


Grzegorz Jarzyna, 42 lata
, reżyser, dyrektor naczelny i artystyczny TR Warszawa. Rozgłos i miano rewolucjonisty radykalnie odnawiającego polski teatr przyniosły Jarzynie już pierwsze spektakle: „Bzik tropikalny” według Witkacego (1997), „Iwona” Gombrowicza (1997), „Niezidentyfikowane szczątki ludzkie” Frasera (1998) i „Magnetyzm serca” według Fredry (1999). Ostatnio zrealizował „T.E.O.R.E.M.A.T.” na podstawie Pasoliniego (2009) i „Między nami dobrze jest” Masłowskiej. Jego przedstawienia gościły na wielu scenach zagranicznych. W roku 1999 i 2009 otrzymał Nagrodę imienia Konrada Swinarskiego dla najlepszego polskiego reżysera. Nakładem Agory i TR Warszawa ukazał się właśnie album „Jarzyna: Teatr/Theatre” dokumentujący wszystkie spektakle artysty.
1 2 3

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

Brak opinii.