|
Egonalny
rozmawia Piotr Najsztub Zanim pokołyszesz się w ramionach ukochanego lub ukochanej w wolnym rytmie najnowszej płyty Tymona Tymańskiego, przeczytaj, co buzuje w jej autorze. I jak się twoja miłość skończy
Rozmowa odbyła się 5 lutego 2010 roku w Warszawie
A może pan jest polskim Bruce’em Springsteenem? – I to pytanie jest charakterystyczne dla podrzędnego kraju, w którym wszystko przypisuje się większym zjawiskom z Zachodu! Nie zgadzam się na to... Mówię „Bruce Springsteen” dlatego, że panu też chyba o coś chodzi. – Jest pan pewien? No tak, ale Bruce jest trochę bardziej... Autentyczny? – Working class. Ja jestem pół parweniuszem, pół ziemianinem – mama jest ze wsi spod Augustowa, a ojciec z rodziny ziemiańskiej z okolic Wyżyny Nowogrodzkiej, więc mam korzenie przemieszane. Co się często w Polsce przydaje, bo potrafię przemówić wysokim językiem i znienacka, z knajacka pier... w stół. A czasami muszę, bo wierzę w swoją misję. Czym jest ta misja? Tak w krótkich, ziemiańskich słowach. – 20 lat temu objawiła się nam Polska wolna, demokratyczna, ale pokryta straszliwym ugorem... Bo jeśli od prawie 200 lat nie było tu społecznej zgody na inność, odmienność wyznaniową... Wyrżnięto arystokratyczne i inteligenckie elity, przegnano i zastraszono Żydów... Przez lata zakazywano mówienia prawdy... I teraz ktoś o nazwisku Lepper, Twarożek czy Zagryź idzie do Sejmu i to oznacza spore opóźnienie w eurorozwoju. Po 20 latach pracy w Polsce, jeżdżenia samochodem pomiędzy klubami i pisania felietonów i recenzji do gazet doszedłem do wniosku, że ksenofobia i homofobia są wynikiem wytresowania ą la „homogeniczny”, „katolicki” naród, natomiast marazm, stagnacja i ogólny brak „kumacji” wynikają z braków w edukacji. Jeżeli zastanawiamy się nad tym, czemu w Polsce ludzie są mało kreatywni, boją się wyskoczyć z czymś nowym i zrzynają ze świata, to odpowiedź jest prosta. Jeżeli uzmysłowimy sobie, że w Niemczech czy Holandii dzieciaki uczą się od piątego roku życia grać na gitarze czy na harmonijce ustnej, jeżeli w Finlandii podręcznik do nauki muzyki w liceum opiewa osiągnięcia Charlesa Ivesa, Coltrane’a, Aylera czy beatlesów, to u nas możemy mówić o braku edukacji muzycznej w ogóle... Edukacji językowej wymaga pana najnowsza płyta. Dlaczego „Bigos Heart” nie jest po polsku? – Mam teorię, że życie ludzkie wpisuje się w kontekst rozerwania, swoistego szpagatu pomiędzy ekstremami. W moim przypadku to chęć bycia prostym i skomplikowanym zarazem. Niech pan opowie po polsku, o czym jest ta ostatnia płyta. – O związkach, o miłości i jej rozkładzie. Język angielski oferuje trochę łatwiejszy warsztat pisania tekstu piosenkowego. To kwestia prozodii i rymów męskich. Co to jest prozodia? – Prozodia to metryczność języka w wierszu albo piosence. Język angielski lepiej brzmi w piosence. I „Hey Baby, How’s Your Shit” nie brzmi tak banalnie jak „Hej, dziewczyno, jak się masz”. Nasz język jest wielosylabowy, skomplikowany prozodycznie, inaczej się wije i układa w wierszu. Dlatego ja się trochę ukryłem za tym angielskim. Ta płyta to też krok do moizaicyzacji mojej twórczości. Nie rozumiem. – Jak mnie odkopią... Bo czuję, że jak będę miał lat 80, to przyjedzie do nas taka specjalna delegacja z Wendersem na czele i wtedy nas, dziadków – Brylewskiego, Waglewskiego, Janerkę, mnie i jeszcze paru innych kolegów – odkopią, odświeżą... Postawią przed kamerą i zrobią o nas dokument ą la „Buena Vista Social Club”... O zapomnianym szczepie słowiańskich muzyków rockandrollowych. To wtedy będę miał gotowy repertuar po angielsku. – Dokładnie. A przy okazji śpiewa pan na tej płycie jakieś dwa–trzy wersy ważne i z sensem? – Oczywiście. Tę płytę spowija duch moich doświadczeń buddyjskich, więc jest sporo o przemijaniu i nietrwałości, tyle że nie wprost. Jedna z lepszych piosenek – „Pete Best Was Good Enough” – traktuje o pierwszym perkusiście zespołu The Beatles. Czyli? – „Pete Best był wystarczająco dobry”. Sam pan widzi, co z tym polskim nie tak. Mój starszy syn, 18-letni Lukas, jest wielkim fanem beatlesów. Lukas ma w Düsseldorfie zespół, który nazywa się The Power Outlet. Chłopcy mają talent. Ćwiczą rzeczy z lat 50., 60. aż do współczesności. Presleya, Berry’ego, Robinsona, Charlesa, beatlesów, clashów itd. Młody kiedyś mi się zwierzył, że woli Pete’a Besta niż Ringo Stara, który go zastąpił. A Pete Best został odsunięty od zespołu bez podania jasnej przyczyny... Chłopcy poprosili menago Epsteina, żeby wywalił Pete’a. Do dziś McCartney jest na bakier z tym tematem, twierdząc, że Best „nie był wystarczająco dobry”. Prawda była taka, że Pete miał swoją bajkę, trzymał się na uboczu, nie chciał grzywki jak reszta zespołu, był z bogatszego domu... Ba, był najprzystojniejszy... Ale czy nie był wystarczająco dobry? Best odchorował rozstanie z beatlesami, wykluczenie go z przygody życia. Przeżył depresję i próbę samobójczą. Więc byłoby fajnie, gdyby Paul stwierdził jasno: „Po prostu byliśmy ch... i tyle”. Dlatego – jako wieloletni fan beatlesów, w imieniu Lukasa, który zagrał w tym numerze na perkusji, bardzo stylowo zresztą – postanowiłem tę sytuację odkręcić. Jako mediator, w ramach swoistej terapii rekoncyliacyjnej. I piosenka mówi o tym, że Pete był wystarczająco dobry i był w ogóle w porządku... I dla nas zawsze pozostanie jednym z beatlesów. wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁu2010.05.24 16:16
Najsztub ze wszystkich chce zrobic polskich Springsteenow,kukiz,tymon komu jeszcze panie Najsztub wydaje sie,ze jest polskim Springsteenem? oko
2010.02.24 09:53
to bedzie przebojowe polskie gówno. Do jesieni.Wspieram duchowo-zennie 2010.02.23 21:59
nigdy nie slyszalem konkretnie twoich pogladow ale zawsze czulem, ze mamy po drodze. Wszystkiego dobrego. najnowszeKoniecznie przeczytaj![]() ![]() ![]() Felietony, opinie, komentarze 26.07.2010Więcej rysunków Marka Raczkowskiego w „Przekroju” 30/2010Wymyślił i narysował Marek Raczkowski „Przekrój” 30/2010 W sprzedaży od wtorku, 27 lipca 2010 roku • Stenka wołałaby być... • Żuławski kocha... • Prawdę o Tu-154 poznają.... Kliknij tutaj, aby zobaczyć spis treści |
|