|
Jak sprzedać Statuę Wolności...
Olga Woźniak ...czyli o niezwykłym zmyśle do interesów
Oszuści są zawsze wdzięcznym tematem do opowieści. Ciekawe jest jednak to, że dużo częściej na kartach historii zapisują się ich wyczyny niż nazwiska. Jeśli zaś ktoś mówi o tych ostatnich, to najczęściej inni oszuści, którzy próbują przypisać sobie wielkie dokonania. Dlatego dzisiaj postanowiłam „oddać honor” jednemu z najbarwniejszych oszustów XX wieku: Arthurowi Furgusonowi. Kto bowiem uwierzy, że temu obrotnemu Szkotowi udało się sprzedać Statuę Wolności, pałac Buckingham i kolumnę Nelsona z Trafalgar Square?
Był rok 1925. Furguson pracował w podrzędnym biurze podróży. Wiódł raczej nijakie życie, dlatego, by je sobie ubarwić, pewnego dnia, w drodze do pracy, postanowił zakpić z amerykańskiego turysty oglądającego kolumnę Nelsona. Podając się za urzędnika z brytyjskiego ministerstwa pracy, poinformował go, że pomnik ma zostać zdemontowany i sprzedany, a pieniądze przeznaczone na pokrycie długu państwowego. Turysta nie grzeszył rozumem, miał za to na tyle dużo pieniędzy, że oferta żywo go zainteresowała. Furguson wykorzystał okazję i tak stał się posiadaczem czeku na sześć tysięcy funtów. Wkrótce okazało się, że naciąganie nadzianych Amerykanów jest tak proste, że grzechem byłoby z tego nie skorzystać. Do angielskiej policji zaczęli docierać kolejni oburzeni amerykańscy naiwniacy, machając przed nosami zaskoczonych funkcjonariuszy dokumentami świadczącymi o tym, że za (stosunkowo) niewielką opłatą stali się właścicielami pałacu Buckingham („nabywca” był oburzony, że straż pałacowa nie chciała go wpuścić do nowego domu) czy Big Bena (Furguson opchnął go za zaledwie tysiąc funtów). Dorobiwszy się w ten sposób sporej sumki, szkocki oszust postanowił rozpocząć nowe życie za oceanem. Zachęciła go myśl, że skoro do Wielkiej Brytanii docierały z USA takie okazy głupoty, to jakie możliwości otwiera przed nim Ameryka! Nie pomylił się. Niedługo po przybyciu do USA namówił ranczera z Teksasu do wzięcia w wieczną dzierżawę Białego Domu (sto tysięcy dolarów), a pewien Australijczyk nie dał się długo namawiać na kupno Statuy Wolności (drugie sto tysięcy dolarów). Miała zostać zlikwidowana – jak twierdził Furguson – ze względu na plany poszerzenia rzeki Hudson. Oszust wpadł, gdyż jego „klient” zrobił sobie z nim pamiątkowe zdjęcie. I tak się jednak opłaciło. W więzieniu odsiedział pięć lat, a po wyjściu na wolność zamieszkał w Los Angeles w luksusowym domu. Stać go było. Oszukiwał nadal, choć na mniejszą skalę. Zmarł jako bogaty człowiek w 1938 roku. O czym mówi ta historia? O sprycie pewnego Szkota czy głupocie Amerykanów? A może ona sama była jednym wielkim oszustwem? Jak bowiem pisze biograf Furgusona Dane Love w książce „The Man Who Sold Nelson’s Column”, nie udało mu się odnaleźć grobu oszusta ani dowodów na jego pobyt w amerykańskim więzieniu. Nie ma też żadnej zachowanej fotografii Szkota. Przeszkadza wam to? Mnie wcale. Dodaje nawet wszystkiemu odrobinę smaczku. Bo co to za oszust, o którym zawsze wszystko wiadomo na pewno? Olga Woźniak „Przekrój” 03/2010 wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁuBrak opinii.najnowszeKoniecznie przeczytaj![]() ![]() ![]() Felietony, opinie, komentarze 26.07.2010Więcej rysunków Marka Raczkowskiego w „Przekroju” 30/2010Wymyślił i narysował Marek Raczkowski „Przekrój” 30/2010 W sprzedaży od wtorku, 27 lipca 2010 roku • Stenka wołałaby być... • Żuławski kocha... • Prawdę o Tu-154 poznają.... Kliknij tutaj, aby zobaczyć spis treści |
|