|
Nieznane o znanych: William Spooner
Olga Woźniak Klaskanie w mroku, czyli jak niezwykłe roztargnienie językowe może przywieść do sławy
Wujek chłodek, tenis w porcie, as banalny, korba w troku... Ile razy zabawialiście się grą półsłówek? Może czas wreszcie poznać ojca chrzestnego tej zabawy i prawdziwego jej mistrza Williama Archibalda Spoonera.
Nie można powiedzieć, żeby był żądny sławy czy zaszczytów. Wręcz przeciwnie, był to człowiek niezwykłej skromności, gościnności i grzeczności, a niezależna od jego woli skłonność do zabawnych przejęzyczeń była dla niego powodem prawdziwego utrapienia. Nie lubił związanego z tym rozgłosu, jakim cieszył się wśród studentów i kolegów profesorów. Co jednak zrobić, kiedy angielski uczony (a przy okazji anglikański pastor) był niesłychanie roztargnionym człowiekiem. William Spooner wykładał na Oksfordzie historię starożytną, filozofię i teologię. Dziś, 80 lat po śmierci profesora, jego życiorys obrósł taką legendą, że trudno oddzielić apokryfy od faktów. Jedno jest pewne: nie bez powodu przejęzyczenia polegające na zamianie miejscami głosek w wyrazie lub początkowych głosek w grupie wyrazów językoznawcy nazywają spuneryzmami. Sala w czasie wykładów Spoonera zawsze była pełna – ba! Przybywali tam nawet wagarowicze, bo każdy z nich liczył, że to właśnie on usłyszy od nauczyciela uwagę: You hissed my mystery lecture (pan wygwizdał mój sekretny wykład), co oczywiście należało odebrać jako: You missed my history lecture (pan opuścił mój wykład z historii). Słuchacze przyciągani rosnącą sławą wykładowcy oczekiwali smakowitości choćby na miarę słynnego toastu, który wznosząc na jednym z uniwersyteckich przyjęć, duchowny tak oto poplątał, mówiąc: Let us toast to the queer old dean (wznieśmy toast za dziekana, starego pedała), choć w poprawnie powinno to brzmieć: Let us toast to the dear old queen (napijmy się za dobrą królową). Co gorsza, roztargnienie Spoonera nie ograniczało się wcale do języka. Było nie tylko przyczyną towarzyskich gaf, ale też utrudniało mu codzienne funkcjonowanie. Przykładem niech tu będzie sytuacja, w której duchowny cały dzień szukał kiedyś restauracji Dulhama w Greenwich, gdzie – jak był przekonany – umówił się ze znajomym. Poszukiwania nie mogły przynieść rezultatu, skoro miejscem spotkania okazał się bar u Greenhama w Dulwich. Nawet wygląd miał ojciec William niezwyczajny – był albinosem, niskim człowieczkiem o słabym wzroku i za dużej głowie. Miał za to wielkie serce. Z czasem pogodził się z tłumami na wykładach, z łagodną rezygnacją stwierdzając za każdym razem: „Wiem, że nie przyszli państwo posłuchać opowieści o Arystotelesie, ale jesteście tu, by usłyszeć te... rzeczy, które mi się przytrafiają”. W pewnym momencie wielebny Spooner przestał nawet dementować przypisywane mu słowne lapsusy. Swoje i nie swoje – wszystkie firmował własnym nazwiskiem. Na pamiątkę tego człowieka jedną z sal w New College na Oksfordzie nazwano The Rooner Spoom (zamiast The Spooner Room). Olga Woźniak „Przekrój”, nr 6/2010 wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁuBrak opinii.najnowszeKoniecznie przeczytaj![]() ![]() ![]() Felietony, opinie, komentarze 26.07.2010Więcej rysunków Marka Raczkowskiego w „Przekroju” 30/2010Wymyślił i narysował Marek Raczkowski „Przekrój” 30/2010 W sprzedaży od wtorku, 27 lipca 2010 roku • Stenka wołałaby być... • Żuławski kocha... • Prawdę o Tu-154 poznają.... Kliknij tutaj, aby zobaczyć spis treści |
|