Strona główna > Ludzie > Szczery do bólu
28.02.2010
Szczery do bólu

Olga Woźniak

Jak upodobanie do dominujących kobiet i troska o wychodki potrafią unieśmiertelnić nazwisk

Powiększ zdjęcie

fot. Tpfoto/Forum
Arsenał świętych niosących nam pocieszenie w trudnych chwilach jest imponujący. Kto jednak zna patronów zupełnie cywilnych? Świeckich eponimów, których dusze (może zbyt grzeszne, by dostąpić prawdziwie dostojnych patronatów) zaklęte zostały w zwyczajne przedmioty czy przyziemne idee?

Zacznijmy od tych najbliżej ciała. Na przykład taki kondom. Legenda dotycząca pochodzenia tego słowa wywodzi je od nazwiska lekarza Condoma, który pracował na dworze brytyjskiego króla Karola II (1630–1685). Władca ten słynął z licznych romansów, ale bał się zarażenia powszechnym w owych czasach syfilisem. Medyk polecił królowi używać jako zabezpieczena baraniego jelita. Czy Condom podejrzewał wtedy, że tą radą unieśmiertelnia swe nazwisko w masowym produkcie przemysłu gumowego (choć gumowe kondomy powstały dopiero w XIX wieku)?

A inna ludzka słabość – nikotyna? Czy dotknięci zgubnym nałogiem wiedzą, na kogo pomstować, gdy po raz kolejny podejmują próbę rzucenia palenia? O zgrozo – to także lekarz. Nadworny medyk XVI-wiecznego francuskiego dworu Jean Nicot de Villemain odkrył tytoń w Portugalii. Twierdził, że jedna z zawartych w nim substancji – nazwana na cześć swego odkrywcy nikotyną – ma działanie lecznicze. Wkrótce na wzór królewskiego dworu papierosy kopcił cały świat.

Ciekawe, że lekarze zajmują w tym panteonie dość poczesne miejsce. Ilu z nich zatrzymałoby swoje pomysły dla siebie, wiedząc, że ich nazwiska staną się etykietami? Generał (i lekarz) Felicjan Sławoj Składkowski byłby pewnie jednym z nich. Bo czy przynosi chlubę zostanie ojcem chrzestnym – nie bójmy się tego słowa – wychodka? Sławojkami zaczęto nazywać drewniane wygódki od chwili, gdy generał (w latach 1926–1931 minister spraw wewnętrznych) postanowił wprowadzić w życie ambitny plan odzwyczajenia chłopów od chodzenia za stodołę. Wdzięczny lud mu tego nie zapomniał.

Jedno jest pewne: wszyscy ci bohaterowie zostali nimi niejako z przypadku. W owym spisie znajdują się jednak i tacy, którym los eponima narzucony został w ramach zasłużonej pokuty. Taki oto Leopold von Sacher--Masoch. Czy miał coś wspólnego ze słynnym tortem Sachera? Nie wiem. Z całą pewnością jednak to do niego powinni kierować swe prośby i zażalenia wszyscy masochiści. Fakt ten zresztą w dużym stopniu zniszczył życie pisarza, który dokonał swych dni w szpitalu psychiatrycznym. Trudno go jednak żałować, biorąc pod uwagę jego biograficzny ekshibicjonizm.

Jedna z powieści autorstwa Masocha – wydana w 1870 roku „Wenus w futrze” – była bowiem tak naprawdę opisem eksperymentu, który literat przeprowadził ze swą kochanką, baronówną Fanny von Pistor. Zawarli oni pakt: pisarz przez pół roku miał być niewolnikiem kobiety. Zaraz po publikacji na dzieło Sachera-Masocha rzucili się psychiatrzy. Co za gratka! Tak smakowity przyczynek do dyskusji o patologiach seksualnych! Nie minęło wiele czasu, a w psychiatrycznych annałach – mimo protestów samego zainteresowanego – pojawiło się pojęcie masochizmu.

A teraz czas na morał. Chcesz zyskać sławę? Marzysz, by twoje nazwisko trafiło na okładki tabloidów? Uważaj na cenę. Nieśmiertelność może okazać się naprawdę bolesna.   

Olga Woźniak
„Przekrój” 07/2010

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

Brak opinii.

Koniecznie przeczytaj







„Przekrój” 30/2010 

okladka_mala_29.jpg W sprzedaży od wtorku, 27 lipca 2010 roku

• Stenka wołałaby być...
• Żuławski kocha...
• Prawdę o Tu-154 poznają....

Kliknij tutaj, aby zobaczyć spis treści