|
Marco Rubio. Radykał z klasą
Maciej Jarkowiec Po Obamie przyjdzie Obama, tyle że z prawicy. Jest Latynosem i staje się idolem partyjnych dołów
„Bóg wybrał Rubia”. Organizatorce herbacianej imprezy na kilka tysięcy osób w Inverness na Florydzie właśnie ten transparent podoba się najbardziej. 62-letnia Edna Mattos czeka na Wybranego (jej asystent wyjechał pilotować go z rogatek) i z radością patrzy na tłum. Na tablicach oprócz Rubia najważniejszy jest prezydent – „Hitler” i „islamista”, który ma „wracać do Kenii”. Zgromadzeni na miejskim placu wierzą, że to Rubio niedługo zastąpi go w Białym Domu. Mimo że Wybrany ma dopiero 38 lat i nie licząc mieszkańców Florydy, mało kto o nim słyszał. Tak jak w styczniu 2004 roku mało kto słyszał o 42-letnim samorządowcu z Chicago startującym w wyścigu o miejsce w senacie USA. Nazywał się Barack Obama.
Elektryzujący – Gdy w końcu przyjechali, w ogóle go nie zauważyłam – opowiada Edna Mattos. – Zobaczyłam mojego asystenta i dopadłam go zniecierpliwiona: gdzie Marco, no, gdzie Marco?! – szarpałam go. A Rubio skromnie stał krok z tyłu. Zupełnie nie jak gwiazda, nie jak polityk – zachwyca się Edna. Ale gdy już zawładnął sceną, był „elektryzujący”, „prawdziwy” i „szczery”. Młody, przystojny i pewny siebie. Ludzie widzieli „pasję i wiarę w każdym jego słowie”. Nie mieli wątpliwości, „że jest jednym z nich”. Co do nich mówił? Że Ameryka jest najbogatszym i najbardziej wolnym społeczeństwem w historii ludzkości i nie można tego zniweczyć. Że to zwykli Amerykanie gotowi podjąć ryzyko tworzą miejsca pracy, a nie miliardowe pakiety stymulacyjne. Że rząd nie powinien wydawać pieniędzy, których nie ma. Że trzeba zmniejszyć i uprościć podatki. Że kraj można naprawić, trzeba tylko odwrócić kierunek, w którym zmierza. Jaki to kierunek? Socjalizm. Naturalny Silnym i szerokim ramieniem Marco Rubio obejmuje prawie całą swoją rodzinę – żonę i czwórkę dzieci. Siedzą na schodach swojego domu w West Miami (zachodnia część Miami mająca własne prawa miejskie). Tak jak oni ponad 90 procent tutejszej populacji to Latynosi. Rodzice Rubia przybyli z Kuby niedługo po tym, jak położył na niej łapę Castro. Ojciec (jeden z osiemnaściorga rodzeństwa) całe życie pracował jako barman, matka była pokojówką. Marco skończył w West Miami zwykłe, publiczne szkoły i miałby małe szanse na dobre studia, gdyby nie stypendium. Gdy został prawnikiem, wrócił na stare śmieci i w radzie miejskiej rozpoczął polityczną karierę. Dziś mieszka z rodziną w tym samym kwartale, w którym się wychował, i osobiście chodzi do ratusza płacić rachunki za wodę. Jego małżonka ma kubańsko-dominikańskie pochodzenie, urodę cheerleaderki (przez kilka lat zagrzewała do boju futbolistów z Miami Dolphins) i na świątecznym klipie nagranym przez sztabowców Rubia na schodach jego rodzinnego domu nie mówi nic, tylko się uśmiecha. Rubio życzy wyborcom dobrych świąt i droczy się z dziećmi, które mu przeszkadzają. Jest naturalny, spokojny, łagodny. Trudno uwierzyć, że ktoś taki stał się idolem zapiekłych i nienawistnych miłośników herbaty. Konserwatywny 16 grudnia 1773 roku grupa kolonistów wdarła się na zacumowany w bostońskim porcie statek pełen herbaty i zniszczyła cały ładunek, szuflując go za burtę. Incydent przeszedł do historii jako bostońska herbatka (Boston Tea Party) i miał ogromne znaczenie w kształtowaniu się amerykańskiego ruchu rewolucyjnego, który nieco ponad rok później doprowadził do wybuchu wojny o niepodległość. A poszło o podatki – mieszkańcy kolonii Massachusetts sprzeciwili się opodatkowaniu herbaty przez Koronę Brytyjską. Tylko wybrani przez nich samych reprezentanci mieli prawo narzucać im jakąkolwiek daninę. wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁuBrak opinii.najnowszeKoniecznie przeczytaj![]() ![]() ![]() Felietony, opinie, komentarze 8.03.2010Rysunki Marka Raczkowskiego z „Przekroju”, numer 10/2010Wymyślił i narysował Marek Raczkowski polecamy numer 10/2010
|
|