Strona główna > Ludzie > Sylwetki > Potęga Lulu
19.02.2010
Potęga Lulu

Maciej Jarkowiec

Brazylijczycy kochają swojego przywódcę Lulę da Silvę za to, że odmienił obliczeich kraju. Przywódca chce więcej – miłości całego świata

Powiększ zdjęcie

fot. Getty/FPM

Przeczytaj także:

To Luiz Inácio Lula da Silva, a nie Barack Obama powinien dostać pokojowego Nobla. Tak myśleli pewnie naukowcy z renomowanego londyńskiego instytutu Chatham House, przyznając w listopadzie zeszłego roku prezydentowi Brazylii doroczną nagrodę dla polityka najlepiej służącego poprawie stosunków międzynarodowych. Ich zachwyt nad Lulą nie jest odosobniony. Za człowieka roku 2009 uznały go najważniejsze gazety we Francji i w Hiszpanii – „Le Monde” i „El País”. Lulą zachwyca się też sam Obama. Na kwietniowym szczycie G20 w Londynie kamery wychwyciły, jak podczas pogawędki prezydent USA, ściskając rękę przywódcy Brazylii, mówi: – To dopiero gość. Kocham go! Najpopularniejszy polityk na ziemi!
Rzeczywiście, na świecie nie ma drugiego przywódcy, który po siedmiu latach rządów może się pochwalić 80 procentami pozytywnych ocen od swoich obywateli. Ale Luli nie wystarcza już lokalna popularność. W ostatnim roku na tyle rozsmakował się w pochwałach płynących pod jego adresem z każdego zakątka ziemi, że zapragnął liderować globalnej odnowie. Na zakończonym 31 styczna Światowym Forum Gospodarczym w Davos okazało się, że Brazylii nie interesuje rola ważnego gracza w świecie, jaki mamy dziś. Brazylia chce zbudować nowy świat.

Lud kocha Lulę
Film „Lula, syn Brazylii” wszedł na brazylijskie ekrany w styczniu. Na rodzimym rynku rywalizację o oglądalność przegrywa jedynie z „Avatarem”. Nakręcony kosztem siedmiu milionów dolarów film jest najdroższym w historii kraju i przedstawia zmitologizowaną biografię prezydenta od dnia narodzin do momentu, kiedy w wieku 35 lat zjednoczył związki zawodowe.

– Czysty socrealizm – recenzuje dla „Przekroju” Antonio Rangel Bandeira, wiceminister polityki społecznej w latach 1986–1987, przyjaciel prezydenta jeszcze z czasów związkowych. – Lula z filmu jest herosem bez skazy.

Większości Brazylijczyków ten socrealizm nie przeszkadza, bo dla nich prawdziwy Lula też jest herosem bez skazy. Lud kocha Lulę, bo Lula jest z ludu. – Nie ma wykształcenia, skończył tylko cztery klasy podstawówki, ale jest wybitnie bystry – mówi nam Riordan Roett, dyrektor studiów latynoamerykańskich na Uniwersytecie Johna Hopkinsa w Waszyngtonie. – Ma mądrość zwykłego człowieka zdobytą na ulicy.

Scenariusz filmu powstał na podstawie książki Denise Parany analizującej losy prezydenta na tle społecznym. Kiedy w 1952 roku jako siedmiolatek przez 13 dni podróżuje na pace ciężarówki z biednej północy na bogatsze południe – jest częścią największej fali wewnętrznej migracji w historii kraju. Ojciec Luli zostawia rodzinę i modelowo zapija się na śmierć – w samym szczycie narodowej epidemii alkoholizmu. A gdy na początku lat 70. pierwsza żona Luli umiera podczas porodu, zostaje dopisana do statystyki świadczącej o tym, że służba zdrowia w ówczesnej Brazylii należała do najgorszych na świecie.

Lula wyszedł z ludu i o lud dba. – Polityka społeczna to największy sukces jego rządów – uważa Bandeira.

Prezydent o sto procent podniósł pensję minimalną (dziś wynosi ona około 200 dolarów). Dzięki programom „Fome Zero” (zero głodu) i „Bolsa Familia” (stypendium rodzinne) liczba ludzi żyjących w skrajnym ubóstwie zmniejszyła się między 2003 a 2008 rokiem o połowę. – Pieniądze spływają do rodzin, z pominięciem skorumpowanego samorządu – chwali system Roett. – Aby dostać pomoc, trzeba zaszczepić dzieci i posłać je do szkoły.

Lud kocha Lulę również dlatego, że jest on wrażliwy jak żaden inny mąż stanu. Płacze na wiecach, podczas przemówień i na konferencjach prasowych. Lula jako bohater tytułowy też płacze, gdy pod tokarką traci mały palec dłoni. Legenda głosi, że to wydarzenie – po wypadku biegał od szpitala do szpitala i bezskutecznie błagał o pomoc – rozpaliło w nim lewicowy gniew i obudziło instynkt związkowca.

Ekonomiści kochają Lulę
Rangel Bandeira przypomina, że to rządy Fernanda Henrique Cardosa, poprzednika Luli, były punktem zwrotnym w historii kraju. – Dzięki niemu wydostaliśmy się z zaklętego kręgu, w którym tkwią najbiedniejsze państwa świata: nieracjonalnej polityki, demagogii i korupcji.
Gdy 1 stycznia 2003 roku były szef centrali związkowej przemysłu metalurgicznego, współzałożyciel lewicowej Partii Pracujących, brał stery w swoje ręce, większość obserwatorów wieszczyła Brazylii rychły powrót do ustalonej przez dziesięciolecia rutyny – po krótkiej przygodzie z reformami powrót do chaosu i populizmu. Lula wygrał dzięki głosom biedoty, więc obawiano się, że jako zapalczywy lewicowiec będzie myślał tylko o tym, jak ją nakarmić – kosztem budżetowej dyscypliny i wzmacniania klasy średniej. W swojej kampanii często posiłkował się też antyamerykańską retoryką. – W największym państwie Ameryki Łacińskiej doczekaliśmy się klonu Cháveza – załamywali ręce ludzie Busha.
1 2 3

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

2010.02.22 16:51

a my Wałęsę. Bez komentarza.

Chiquita

Wyjatkowo znamienne dla "humanistycznej" kultury europejskiej: zalowac dyrektora, ktory wylecial oknem, a nie zauwazac zupelnie nedzy, w ktorej miliony Brazylijczykow zylo i zyje przez dziesiatki...

Wszystkie

Koniecznie przeczytaj







„Przekrój” 30/2010 

okladka_mala_29.jpg W sprzedaży od wtorku, 27 lipca 2010 roku

• Stenka wołałaby być...
• Żuławski kocha...
• Prawdę o Tu-154 poznają....

Kliknij tutaj, aby zobaczyć spis treści