|
Księgowy i bestia
Rafał Kostrzyński Jak zrobić złe wrażenie na wyborcach? Pójść w ślady szefa brytyjskiego rządu: umówić się na wywiad z hieną dziennikarską i wypaść tak fatalnie, że aż zęby bolą. Politycy, czytajcie, bo warto uczyć się na cudzych błędach
Co strzeliło do głowy Gordonowi Brownowi, wiedzą zapewne tylko on sam, jego żona Sarah i dziennikarz telewizyjny Piers Morgan, czyli nieliczna grupa wtajemniczonych. Ten pierwszy za namową tej drugiej zgodził się wziąć udział w wyjątkowym programie tego trzeciego. Ten trzeci to były redaktor naczelny bulwarówki „Daily Mail” (co nie wróży dobrze), program to godzinna rozmowa pod tytułem „Opowieści z życia wzięte” (wróży jeszcze gorzej), a wyjątkowość miała polegać na pokazaniu czegoś, czego brytyjski wyborca jeszcze nie widział – ludzkiej twarzy premiera. Figuratywnie rzecz ujmując, w tym układzie aż roiło się od czerwonych lampek; trzeba było wyłączyć instynkt samozachowawczy, żeby do niego przystąpić.
Obnażony na własne życzenie Ten wywiad będzie największym wyzwaniem w pana karierze – zaczął Morgan, gdy obaj zasiedli przed kamerami. Miał rację. Następnego dnia gazety obwieściły, że „Szkot obnażył wszystko”. Wprawdzie chodziło im o fana rugby, który w emitowanym na żywo programie BBC zrzucił z siebie kilt (niestety, nie możemy napisać, że NICZEGO pod nim nie miał), ale tytuł ten pasował równie dobrze do Gordona Browna. Co takiego zrobił szef brytyjskiego rządu? Zagrał na najniższych emocjach. Chciał kupić wyborców łzami i rodzinnymi tragediami. Człowiek, który zawsze bronił prywatności swoich najbliższych, postanowił tym razem wykorzystać ich do osiągnięcia politycznej korzyści. Widzowie usłyszeli więc historię o Jennifer, córce, która zmarła w 2002 roku, tydzień po przyjściu na świat, i o Jamesie Fraserze, synu, który wymaga stałej opieki, bo jest chory na mukowiscydozę. Sama informacja nie była niczym nowym. Nowy był sposób jej podania. Urzędujący premier, który jest wręcz montypythonowską karykaturą księgowego, nagle przeistacza się w epatującego emocjami swojaka. A to wszystko tuż przed wyborami, w których jemu i jego Partii Pracy grozi nawet nie porażka, ale katastrofa. To musiało wzbudzić podejrzenia. I wzbudziło. W Wielkiej Brytanii cała prasa – od „Guardiana” z lewej strony po „Daily Telegraph” z prawej – waliła w Browna jak w bęben. Nie zjednał sobie sympatii mediów. A w tym kraju to media decydują, kto wygra. Pragnienie wywiadu Gordon Brown skończył właśnie 59 lat. Urodził się w Giffnock w Szkocji, a dzieciństwo spędził z braćmi Johnem i Andrew w Kirkcaldy. Jego ojciec John Ebenezer – duchowny Kościoła Szkocji – posłał go do szkoły z przyspieszonym programem nauczania. Gordon wspominał to jako koszmar, choć dzięki niemu już jako 16-latek mógł studiować na uniwersytecie w Edynburgu. Po ukończeniu studiów w 1972 roku Brown zaczął wykładać politykę w jednej ze szkół wyższych w Glasgow. 11 lat później sam został politykiem; udało mu się dostać do Izby Gmin z ramienia Partii Pracy. Dzięki temu był najdłużej urzędującym ministrem finansów – najpierw (do 1997 roku) w gabinecie cieni, a potem (w latach 1997–2007) w gabinecie Tony’ego Blaira. Podobno obaj sobie to zaplanowali w londyńskiej restauracji Granita jeszcze w 1994 roku – Blair rządzi, Brown mu pomaga. Układ się zmienił trzy lata temu: Blair i laburzyści tak stoczyli się w sondażach, że potrzeba było radykalnych zmian. Na Downing Street wprowadził się więc Gordon Brown. Przez chwilę było dobrze: laburzyści przegonili w sondażach torysów, a Brown stał się bardziej popularnym politykiem niż jego największy rywal, szef Partii Konserwatywnej David Cameron. Szczęście trwało jednak krótko. Brytyjscy żołnierze zaczęli masowo ginąć w Afganistanie. Wzrosło bezrobocie. Przyszedł światowy kryzys. Laburzyści z kretesem przegrali wybory do Parlamentu Europejskiego i lokalne (w tych ostatnich dali się nawet pokonać Liberalnym Demokratom, trzeciej sile w Izbie Gmin). Brown został najmniej lubianym premierem w historii Zjednoczonego Królestwa. wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁunajnowszeKoniecznie przeczytaj![]() ![]() ![]() Felietony, opinie, komentarze 26.07.2010Więcej rysunków Marka Raczkowskiego w „Przekroju” 30/2010Wymyślił i narysował Marek Raczkowski „Przekrój” 30/2010 W sprzedaży od wtorku, 27 lipca 2010 roku • Stenka wołałaby być... • Żuławski kocha... • Prawdę o Tu-154 poznają.... Kliknij tutaj, aby zobaczyć spis treści |
|