|
Herbert i Kapuściński – żywoty równoległe
Bogdan Rymanowski, TVN Łączą ich książki, dzielą życiorysy
Przyszli na świat na kresach wschodnich II Rzeczypospolitej. Pierwszy urodził się w 1924 roku we Lwowie, drugi osiem lat później w Pińsku. Obaj zmarli w Warszawie. Pierwszy w 1998 roku, drugi dziewięć lat później. Zbigniew Herbert miał 74 lata, Ryszard Kapuściński – 75 lat. Żyli prawie równolegle. Pierwszy był wielkim poetą, drugi wybitnym pisarzem.
W 1983 roku, kiedy miałem 16 lat, z bijącym sercem pochłaniałem książki ich obu. Czytelnik wypuścił właśnie „Szachinszacha”. Wczytywałem się w opis irańskiej rewolucji i widziałem w nim Polskę sprzed zaledwie kilkunastu miesięcy. W tym samym czasie udało mi się zdobyć wydany w podziemiu „Raport z oblężonego miasta”. Wierszy uczyłem się na pamięć. Poza szkolną jazdą obowiązkową nie przytrafiło mi się to nigdy wcześniej ani później. Kiedy więc czytam biografię „Kapuściński non-fiction” Artura Domosławskiego, nie mogę oprzeć się pokusie porównania. Kapuściński przez 30 lat był lojalnym członkiem PZPR, a w Komitecie Centralnym miał tak możnych przyjaciół jak Ryszard Frelek. Jako dziennikarz PAP-u współpracował z wywiadem PRL-u, sporządzając raporty, z których jeden miał charakter donosu. Gdyby nie romans z partią, nigdy nie napisałby tylu wspaniałych książek. Herbert na komunizm był impregnowany. Nie miał złudzeń co do tego, jaki charakter ma system narzucony przez ZSRR. Nigdy z nim nie flirtował. Żeby dostać paszport, spotykał się z funkcjonariuszami SB. Jednak – jak sam wspominał – „gdy zaczął się Kafka”, zwiał i nie stawił się na kolejne przesłuchanie. Do końca PRL-u żył ze świadomością, że „władza wyprowadzona w pole nie da mu spokoju”. Od czasu do czasu dzieci pytają mnie: „Tato, a ten pan był dobry czy zły?”. Nie mam wtedy żadnych szans na owijanie w bawełnę. Co powiem, gdy zapytają o Kapuścińskiego? Pewnie wyciągnę Ewangelię i zacytuję: „Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone”. Jednak chwilę później sięgnę po Herberta i jego „Potęgę smaku”. „To wcale nie wymagało wielkiego charakteru/nasza odmowa niezgoda i upór/mieliśmy odrobinę koniecznej odwagi/lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku/w którym są włókna duszy i chrząstki sumienia”. Bogda Rymanowski, TVN „Przekrój” 09/2010 wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁu2010.03.05 01:48
minelo troche lat i chyba trzeba sie otrzasnac. byla szansa na rozliczenie sie z pzpr-em i innymi 20 lat temu ale jakos sie nie zrealizowala. RK byl i zawsze bedzie wybitnym pisarzem, obojetnie... 2010.03.15 09:37
Nie ma mowy o żadnych "żywotach równoległych" 8 lat różnicy - to przepaść ! 2010.03.12 15:31
Bo panu Rymanowskiemu nawet romans z partią nie pomógłby napisać choćby jednej dobrej książki. Ale zawsze może sobie popluć na innych. I na koniec jeszcze sobie gębę Herbertem wytrzeć.... matylda
2010.03.05 02:09
tak- wy, około-komuniści (i czyści komuniści) często stawiacie ten "argument"- jak to PO BOŻEMu, PO CHRZEŚCIJAŃSKu przebaczać. Zapominacie, że chrześcijańskie wybaczenie wymaga... kds
najnowsze„Przekrój” 30/2010 W sprzedaży od wtorku, 27 lipca 2010 roku • Stenka wołałaby być... • Żuławski kocha... • Prawdę o Tu-154 poznają.... Kliknij tutaj, aby zobaczyć spis treści |
|