Strona główna > Opinie > Kostrzyński > Łoś zła
10.01.2010
Łoś zła

Rafał Kostrzyński

Barack Obama zabrał głos. Nie zostawił na sobie suchej nitki, co oznacza, że ma o sobie świetne mniemanie

Powiększ zdjęcie

rysunek Katarzyna Leszczyc–Sumińska
W „Przekroju” (02/2010, w kioskach we wtorek, 12 stycznia) dużo piszemy o wykorzystywaniu bezzałogowych urządzeń latających do zwalczania terroryzmu. O tym, że w gruncie rzeczy w imię pokoju i powszechnej radości dla jednych innym funduje się „syf, malarię i korniki”. Po lekturze „Ataku dronów” każdy zastanowi się dwa razy, zanim ucieszy się, że Amerykanom w Pakistanie czy w Afganistanie znów udało się zgładzić jakiegoś rzezimieszka. Innymi słowy wprawdzie psujemy czytelnikowi dobre samopoczucie, ale robimy to świadomie i ze szczerą satysfakcją.

Barack Obama (przypomnijmy: laureat ubiegłorocznej Pokojowej Nagrody Nobla) uzmysławia nam, że owa satysfakcja jest, niestety, jak najbardziej na miejscu. Na początku stycznia w przemówieniu do narodu wziął na siebie odpowiedzialność za to, że pewnemu Nigeryjczykowi w pierwszy dzień świąt niemal udało się wysadzić nad Detroit samolot pełen pasażerów.

Gest prezydenta Stanów Zjednoczonych jest przejawem pozornego złożenia się na ołtarzu błędów i wypaczeń. Piszę „pozornego”, bo nie spodziewam się, że ktokolwiek potraktuje słowa Obamy jako rzeczywiste przyznanie się do winy. To prosta retoryka, która wcale nie zmieni niczego na lepsze.

Dzięki nowym skanerom na lotniskach celnicy będą mogli oglądać wszystkich pasażerów na golasa.

Predatory będą jeszcze bardziej intensywnie przeczesywać newralgiczne miejsca (Pakistan, Afganistan, Jemen, Somalia, Nigeria) w poszukiwaniu ludzi, którzy są tak źli, że zasługują tylko na śmierć od hellfire’a.

CIA będzie miała jeszcze mniej skrupułów, jeśli chodzi o eliminację wrogich celów (w ramach zemsty za niedawny samobójczy zamach w afgańskiej prowincji Chost, który był zresztą zemstą na amerykańskim wywiadzie za mordowanie winnych terrorystów i niewinnych cywilów za pomocą dronów).

Wygląda na to, że islamscy fundamentaliści będą mieli mnóstwo powodów, by nasilić ataki terrorystyczne. Zachód będzie miał więc okazję do przeprowadzenia działań odwetowych.

Panowie z Oslo, to się nazywa eskalacja, spirala, błędne koło – jakkolwiek, ale wiedzcie, że jeśli nic się nie zmieni, to w tym roku nie będzie komu dać pokojowego Nobla.

Barack Obama po raz pierwszy sięgnął po ostateczną broń wszystkich prezydentów USA po JFK – po cytat z tabliczki z biurka Harry’ego Trumana: „Tu zatrzymują się łosie”. Napis znaczy mniej więcej: tu się kończy spychologia, za wszystko odpowiadam ja. W przypadku Obamy oznacza to pożegnanie z prezydentem miłującym pokój i przywitanie z prezydentem, który w imię pokoju jest gotów rozpętać piekło. Cóż, zawsze warto mieć nadzieję, ale rozpętywanie piekieł wymaga jednak umiejętności. George W. Bush nie umiał. A przecież Obama został prezydentem tylko dlatego, że obiecywał, iż nie będzie umiał jeszcze bardziej.   

Rafał Kostrzyński
„Przekrój” 02/2010

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

2010.01.11 12:03

Na szczęście Hajdarowicz obiecuje wyeliminowanie polityki z Przekroju.

osobna
2010.01.10 21:09

Pański "łoś" ma się tak do znaczenia wyrażenia "The buck stops here", jak przeprosiny Obamy do rzeczywistej odpowiedzialności za nieudany zamach terrorystyczny. Jak się cytuje powiedzonka...

Wszystkie




Jarek SZubrycht

Mariusz Herma

Sebastian Frąckiewicz

Marcin Cichonski

 

„Przekrój” 30/2010 

okladka_mala_29.jpg W sprzedaży od wtorku, 27 lipca 2010 roku

• Stenka wołałaby być...
• Żuławski kocha...
• Prawdę o Tu-154 poznają....

Kliknij tutaj, aby zobaczyć spis treści

________________
PISALI DLA NAS


Chaciński
Wojewódzki
Masłowska
Bieńczyk
Mentzel
Pióro