|
Burzliwe lata polskiego netu
Zbigniew Domaszewicz Przeczytaj także: I dzieje się to, w co mało kto wierzył. Od przypartej do muru TP SA dostają w 2005 roku 220 milionów złotych za niespełna 20 procent akcji Wirtualnej Polski. Grube miliony płynące do Grabskiego i Kawalca oznaczają ratunek dla portalu założonego 10 lat wcześniej przez Leszka Bogdanowicza i Marka Borzestowskiego. TP SA odzyskuje nad nim kontrolę. Portal staje na nogi. Do dziś utrzymuje się w czołówce. Ile pieniędzy dostał sam Bogdanowicz, odchodząc niegdyś z WP? Nie wiadomo. On sam uważa, że powinien był dostać wielokrotnie więcej. – Moja cena za zaangażowanie się w Internet to wiele nieprzespanych nocy i mnóstwo poświęconego czasu, który mógłbym spędzić inaczej. I tak przez kilka lat – mówi. – Opłacało się?– Oczywiście. Może nie był to najbardziej wtedy opłacalny biznes, ale przyniósł mi wymierne korzyści materialne i otworzył możliwości do realizacji kolejnych pomysłów. Koszt był bardzo duży, ale satysfakcja jeszcze większa. Ja pracować nie muszę Jest rok 2007. Firma Gadu-Gadu z powodzeniem sprzedaje inwestorom swoje akcje w publicznej emisji. Zbiera około 75 milionów złotych na rozwój i wchodzi na giełdę. Jednak długo miejsca na giełdzie nie zagrzeje. Mniej więcej w tym samym czasie na innej półkuli, w południowoafrykańskim koncernie medialno-internetowym Naspers zapadają decyzje, że czas wejść na obiecujące rynki internetowe Europy Środkowej. A najpopularniejszy polski komunikator to jedna z ważniejszych spółek na celowniku. Naspers chwalący się przeszło 90-letnimi tradycjami wydawniczymi ogłasza tak zwane wezwanie do sprzedaży akcji Gadu-Gadu już kilka miesięcy po wejściu warszawskiej spółki na giełdę. Płaci za nie więcej, niż wynosi kurs. Skupuje wszystkie akcje, a w lutym 2009 roku wycofuje Gadu-Gadu z giełdy. Dawna firma Łukasza Foltyna nazywa się obecnie GG Network. Próbuje ekspansji na Ukrainie, obrasta w kilkanaście serwisów – ma między innymi mikroblogowy Blip czy platformę radia internetowego Open FM. Trzon biznesu GG nadal stanowi jednak komunikator. Korzysta z niego sześć milionów osób, którym można wyświetlać reklamy i na tym zarabiać. Łukasz Foltyn wycofuje się z Gadu-Gadu stopniowo. Wydaje się, że już od paru lat bardziej niż biznes internetowy pociąga go polityka. W 2007 roku próbował dostać się do Sejmu jako numer jeden na warszawskiej liście PSL. Przegrał. Gadu-Gadu wydało wówczas oświadczenie, w którym dystansowało się od politycznych ambicji swego twórcy, i zapewniało, że komunikator jest apolityczny.Ostatnie swoje papiery – pakiet 14 procent akcji – Foltyn sprzedaje Naspersowi, gdy koncern z RPA przejmuje polską spółkę. Na pieniądze nie może narzekać. Na potrzeby transakcji firmę wyceniono wówczas na prawie 400 milionów złotych. - Człowiek ma w życiu różne etapy, ja jeden z nich zamknąłem. Tak wyszło, że dzisiaj pracować nie muszę – mówi twórca Gadu-Gadu. – Teraz głównie się zastanawiam, co robić, żeby w Polsce żyło się lepiej. Foltyn zastanawia się między innymi na blogach politycznych WitrynaLewica.pl i Salon24.pl: „Jest wielkim zakłamaniem elit głoszenie, że celem polskich robotników była wolność i demokracja”. Bo jego zdaniem rocznica 4 czerwca, czyli dwudziestolecie obalenia komunizmu w Polsce, była wyłącznie świętem elit, które cynicznie oszukały naszą klasę robotniczą. Nie żal mi niczego „Szanowni klienci, zmuszeni jesteśmy z dniem 30 kwietnia bieżącego roku zamknąć konta poczty elektronicznej w domenie Polbox.com”. Jest rok 2008. To już koniec. Gdy Polbox kończy swój żywot, od dawna nie należy już do Tomasza Kępińskiego. Osiem lat wcześniej Kępiński sprzedał spółkę giełdowej firmie informatycznej Softbank. Potem Polbox, połączony w grupę z innymi spółkami oferującymi dostęp do Internetu, trafił w ręce duńskiego koncernu telekomunikacyjnego TDC, a w końcu w 2004 roku stał się własnością Netii. - Dobrze zrobiłem, sprzedając spółkę – uważa Tomasz Kępiński. – W roku 2000 doszliśmy do ściany. Trzeba było albo włożyć w firmę masę pieniędzy, by sprostać narastającej konkurencji, albo wprowadzić inwestora strategicznego. 1 kwietnia 2004 roku Google uruchamia swoją usługę pocztową, rewelacyjny Gmail. Zapowiadana pojemność konta – jeden gigabajt. Wówczas było to tak dużo, że do końca wiele osób traktowało zapowiedź jako żart primaaprilisowy. Bezpłatne konta poczty elektronicznej z wieloma atrakcyjnymi funkcjami i o sporej pojemności powszechnie oferują już także polskie portale internetowe. Czasy się zmieniają. Darmowe konta e-mailowe Polboksu, których w okresie świetności było ponad 200 tysięcy, dogorywają. wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁu2009.07.22 18:31
"Bank ponosi trudne do oszacowania straty w wizerunku.– Nasza filozofia w mBanku zakładała" - a co oni myśleli? Że działają w tradycyjnym światku? Nie tędy droga. Stracili na wizerunku... asda
2009.07.21 18:13
W końcu dzięki technologii grupa oszukanych klientów może walczyć z instytucją molochem. Do tej pory gdy koncern, bank czy jakaś duża instutucja, dysponująca instrumentami finansowego... ciekawski
2009.07.21 15:44
http://www.youtube.com/watch?v=rCR-nRDcy9I youtuber
2009.07.21 15:41
BRE (mBank i Multibank) widać z założenia planował nabicie klientów w butelkę. Przemycał mętne zapisy w umowach, które tłumaczone przez pracowników banku nie wyglądały na takie jakimi... adamadamowicz
2009.07.21 15:14
zmieniło się bardzo dużo od pana odejścia z firmy. Nawet mLinia dzisła nieudolnie. Tyle Pan energii włożył, a to wszystko spienięzyli obecni prezesi. Rozmienili na drobne. Luke
2009.07.21 11:34
Patrząc w lustro lub na dorastające dzieci czasami nie zauważamy jak szybko zachodzą zmiany. Podobnie jest z Internetem i stronami Internetowymi. Specyficzny Internetowy "album" pomoże nam... najnowszeTylko na wwwKoniecznie przeczytaj![]() ![]() ![]() „Przekrój” 35/2010 W sprzedaży od wtorku, 31 sierpnia 2010 roku • Przeszczep życia • Palikot do Miecugowa: Idę po władzę! • Coppola, Spielberg, Scorsese - wszyscy wypaleni Kliknij tutaj, aby zobaczyć spis treści |
|