|
Trenerzy pierwszego kontaktu
Bartek Dobroch Doktor Judym żyje. Rzucił medycynę, żeby wyszkolić Kowalczyk, Małysza i Sikorę. I jeszcze kilku naszych olimpijczyków w Vancouver
Sześciolatek siada na mostku siedemnastometrowej skoczni w Wiśle-Centrum. Ma buty o dwa numery za duże, bo mniejszych w klubie nie było. Skok obserwuje jego wuj – świeżo upieczony trener Jan Szturc. Przy lądowaniu narty się rozjeżdżają. Chłopak leży na śniegu w samych kopycach, jak po wiślańsku nazywa się wełniane skarpetki. Ale jest uparty: wstaje, zakłada buty i dźwiga narty na górę. Tamten moment, w 1983 roku, przesądził, że Szturc wziął Adama Małysza pod trenerską opiekę. Chłopca znał od najmłodszych lat. – Pamiętam, gdy jako może czteroletnie dziecko budował obok domu skocznie – opowiada Szturc.
Pięć lat później naukę w szkole zawodowej w Rybnickiej Fabryce Maszyn zaczyna Tomasz Sikora. Nauczycielem WF jest tam Serafin Janik, założyciel sekcji biathlonu w zakładowym klubie Ryfama. – Dopiero u mnie Tomek miał styczność z karabinem, choć w podstawówce trenował biegi narciarskie – wspomina Janik. – Od razu się wyróżniał. Miał spokojną rękę i bardzo dobrą wytrzymałość. W 1995 roku Stanisław Mrowca, doświadczony trener klubu Maraton Mszana Dolna, przyjeżdża na międzyszkolne zawody w biegach przełajowych. Jeśli tam ktoś osiągnie dobry wynik, jest niemal pewne, że będzie też dobrze biegał na nartach. – W klubie pracowałem 20 lat. Już kończyłem pracę, a tu pojawił się taki fenomen – mówi Mrowca, odkrywca i pierwszy trener Justyny Kowalczyk. – To były mistrzostwa dawnego województwa nowosądeckiego – dodaje Janusz Kałużny, nauczyciel WF, który opiekował się Kowalczyk w podstawówce. – Chodziła do szóstej klasy, ale zgłosiłem ją do grupy ósmioklasistek. Chciałem zobaczyć, jak wypadnie na tle starszych dziewcząt. Justyna je zdeklasowała. Mrowca: – Jak zawodniczka wygrywa na 1500 metrów z przewagą 100, to znaczy, że objawił się nowy talent. Próba limanowska 12-letnia Justyna pochodzi z Kasiny Wielkiej, chodzi tam do klasy z poszerzonym WF. To pozostałość po tak zwanej próbie limanowskiej. W latach 70. władze uznały, że powiat limanowski stanowi doskonały teren do uprawiania sportów zimowych – niektóre szkoły, między innymi w Kasinie, Porębie Wielkiej czy Kamienicy, dostały wtedy narty, a nauczyciele przeszli kursy trenerskie. To był właściwie ostatni raz, gdy państwo próbowało uruchomić szerszy program nastawiony na wyłuskanie i szkolenie przyszłych narciarskich czempionów. Reszta pozostała w rękach judymów. Ale to dzięki dawno zarzuconemu pomysłowi rodem z PRL Justyna w czwartej klasie mogła po raz pierwszy założyć stare biegówki. Bo nawet Salomon z pustego nie naleje i doktor Judym musi zapewnić nastoletniemu zawodnikowi sprzęt. – Zanim jednak wybrała narciarstwo, Justyna wybijała się w czwórboju atletycznym – wspomina Kałużny. – To dyscyplina złożona z dwóch biegów na 600 i na 60 metrów, rzutu piłeczką palantową i skoku w dal. Ta dziewczyna biła wszystkie rekordy. Jako piątoklasistka skakała w dal 4,60 metra. Bo dziecko, nim zdominuje konkretną dyscyplinę, z reguły wykazuje się w różnych dziedzinach sportu. Potwierdza to Władysław Ligocki, który talent snowboardowy odkrył w córce Paulinie. – W podstawówce w latach 90. grała w drużynie siatkówki. Chociaż była najmniejsza, najlepiej serwowała. Także z koszykówką nieźle sobie radziła. Zawsze miała w sobie upór. To właśnie upór sprawił, że 13-letnia Paulina, która od najmłodszych lat trenowała pod okiem ojca na nartach, ostatecznie wybrała snowboard. Władysława Ligockiego z początku deska przerażała. – Widziałem, jak długo ci snowboardziści siedzą na śniegu, i martwiłem się o moje dziecko – opowiadał tuż przed wylotem na igrzyska do Vancouver. – Dopiero potem zorientowałem się, że w tych nowych materiałach izolacja jest bardzo dobra... Ojciec na wielu etatach Znaleźć igłę w stogu siana, czyli sportowy talent w tłumie amatorów, to dopiero uwertura. Kolejne zadanie dla doktora Judyma: cennego talentu nie zmarnować, ale dać mu się rozwinąć. – Dojrzały zawodnik sam może dążyć do celu, ale w pierwszych latach szkoleniowiec musi go zarazić sportem, ukierunkować – tłumaczy Krzysztof Sobański, który w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Zakopanem trenował Kamila Stocha. Dziś pod tym samym dachem uczy kolejne pokolenie skoczków. Tych, którzy olimpijską szansę dostaną być może za cztery lata w Soczi. Tyle że na drodze do celu piętrzą się same przeszkody. Psychika, która nie zawsze nadąża za rozwojem fizycznym. Nauczyciele, dla których sport to tylko zawada w nauce. Obiekty sportowe, które są zbyt daleko. Pieniądze, których zawsze brakuje. Także rodzice, którzy mają inną wizję przyszłości dziecka. Z ambicji sportowych Justyny i trenera Mrowca początkowo niezadowolona była jej mama, nauczycielka w szkole w Kasinie. Janina Kowalczyk chciała, żeby córka została adwokatem. Albo lekarzem. Postawiła warunek – Justyna pójdzie do szkoły sportowej w Zakopanem, jeżeli zdobędzie mistrzostwo Polski młodzików. – Zapytała: „Co będzie Justyna z tego mieć, że zostanie nawet mistrzynią Polski? ” – mówi Mrowca. – Odpowiedziałem: „Nic. Może satysfakcję. Ale jak będzie mistrzynią świata, mistrzynią olimpijską… ”. Już do gimnazjum (w nowym systemie oświatowym) przy zakopiańskiej SMS trafił Kamil Stoch. Jego dotychczasowy klub LKS Ząb po prostu upadł. – Błyskawicznie robił postępy – wspomina trener Sobański. – Ale przyszedł też moment rozbicia. Miał 16 lat, siostry studiowały, a on uprawiał sport i zaliczył gorszy sezon. Zastanawiał się, czy nie zrezygnować. Jest bardzo ambitny, a to wbrew pozorom czasem przeszkadza. – Trzeba umieć nawiązać kontakt w chwilach kryzysowych – podkreśla Szturc. – Trener wie, jak do sportowca podejść i zmotywować do pracy, która nie zawsze przynosi pożądane efekty – dodaje i kwituje: – Pierwszy trener jest dla zawodnika jak ojciec. – Znam psychikę zawodnika od dziecka, od samego początku. Zostałem trenerem, bo byłem troskliwym ojcem – potwierdza Ligocki. wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁuBrak opinii.najnowszeTylko na wwwKoniecznie przeczytaj![]() ![]() ![]() „Przekrój” 30/2010 W sprzedaży od wtorku, 27 lipca 2010 roku • Stenka wołałaby być... • Żuławski kocha... • Prawdę o Tu-154 poznają.... Kliknij tutaj, aby zobaczyć spis treści |
|